środa, 30 sierpnia 2017

Średniowieczna osada na południu Polski

Ten rok jest rokiem powrótów w znane nam miejsca :) Po raz drugi odwiedziliśmy Energylandię, o czym pisałam tutaj, a przy okazji pobytu w Zatorze po raz drugi odwiedziliśmy Park Miniatur w Inwałdzie. Po raz pierwszy odwiedziliśmy to miejsce zimą, w związku z tym część atrakcji była niedostępna, poza tym, było to trzy lata temu, od tego czasu sporo się w Inwałdzie zmieniło. Obecnie jest tam aż 5 różnych parków/atrakcji, które można dowolnie łączyć albo skorzystać z gotowej oferty, która jest też lepsza cenowo. My zdecydowaliśmy się na zwiedzanie Parku Miniatur, Warowni oraz wizytę w Mini Zoo. Zrezygnowaliśmy z Dinoparku, ponieważ nie tak dawno temu byliśmy w Solcu Kujawskim oraz wizyty w Ogrodzie Jana Pawła II, ponieważ uznaliśmy, że to miejsce atrakcyjne raczej dla dorosłych niż dzieci.

wtorek, 29 sierpnia 2017

Wishlist na jesień

Chociaż mnie też ciężko w to uwierzyć, fakty mówią same za siebie. Lato się kończy! Dni stają się coraz krótsze, wieczory chłodne, zdecydowanie czuć już jesień. Pomimo, że nie jest to moja ulubiona pora roku, często to właśnie jesienią mam powera, chodzę na basen, fitness i mam tysiąc pomysłów na minutę. Jak będzie w tym roku, to się dopiero okaże, ale żeby osłodzić sobie jesień, już prewenacyjnie, przygotowałam sobie prywatną wishlitę na jesień.






wtorek, 22 sierpnia 2017

Energylandia x2


Pewnie nie pamiętacie, ale rok temu po raz pierwszy zawitaliśmy do Energylandii w Zatorze. Ponieważ bardzo nam się podobało, postanowiliśmy tam wrócić. Czy było warto? Zdecydowanie! Park cały czas się rozrasta, doszło naprawdę sporo atrakcji, zwłaszcza dla tych najmłodszych dzieci, ale nie tylko - fanów strefy eksrtemalnej ucieszy np. nowy rollercoaster - Formuła I. Zmieniła się trochę stylistyka - nowością jest miasteczko bawarskie oraz stadion żużlowy, na którym odbywają się ekstremalne pokazy. No i co najważniejsz - otwarto strefę basenową.


wtorek, 1 sierpnia 2017

Poznań dzieciom

Jak już wiecie z poprzedniego wpisu wakacje spędziliśmy tym razem w Wielkopolsce. Będąc w tym rejonie, trudno byłoby nie zajrzeć do Poznania, co oczywiście zrobiliśmy.




To była raptem moja druga wizyta w tym mieście, natomiast ponieważ tym razem towarzyszyły nam dzieci, zamiast skupiać się must-see stolicy Wielkopolski, wybraliśmy miejsca, które będą atrakcyjne dla dzieci w wieku przedszkolnym. Na pierwszy ogień poszło Żywe Muzeum Rogalowe, w którym odbywają się pokazy robienie rogali świętomarcińskich połączone z nauką gwary poznańskiej oraz możliwością poznania historii tego miasta. Pokazy prowadzone są przez bardzo sympatycznych oraz zabawnych panów, którzy sypią dowcipami jak z rękawa, ale mają także dużą wiedzę na temat miasta, gwary oraz rogali oczywiście. Pokazy są interaktywne, w związku z czym do wspólnego pieczenia zapraszani są goście. Po wcześniejszym założeniu firmowego fartuszka i czapki, można ugnieść ciasto czy wypełnić farszem prawie gotowego rogala. Ze względu na specyfikę tego smakołyku, czyli kilkugodzinne wyrabianie półfrancuskiego ciasta, nie da się faktycznie przygotować rogali w trakcie pokazu (jak ma to miejsce w Toruniu, gdzie można samodzielnie zrobić pierniczki). Ale spokojnie, można ich spróbować i to w cenie biletu.


poniedziałek, 31 lipca 2017

Stoi na stacji lokomotywa, czyli o atrakcjach Wolsztyna słów kilka

O tym, co zrobić, żeby na wakacje z dzieckiem nie tylko pojechać, ale i porządnie wypocząć, pisałam rok temu. W tym roku poszliśmy tym samym tropem i wybraliśmy miejscówkę z basenem i wyżywieniem. Zabrakło co prawda sali zabaw w środku, ale byliśmy na to przygotowani. Mieliśmy sporo gier, zabawek, kolorowanek a na miejscu było naprawdę sporo miejsca, gdzie można było posiedzieć nawet w przypadku niepogody pod dachem. Tym razem nie postawiliśmy na morze, ani góry. Pojechaliśmy, może trochę nietypowo do Wielkopolski, nad jezioro Wilcze. Co prawda samo jezioro, jak i infrastuktura dookoła niego lata świetności mają za sobą, ale okolica z ogromną ilością lasów (i grzybów) jest naprawdę przyjemna. Największym miastem w okolicy jest Wolsztyn, który postanowiliśmy jednego dnia, nie tracąc naszego pakietu All Inclusive :) zwiedzić.


czwartek, 6 lipca 2017

Top 3 - moje trzy ulubione ...

Szczerze powiedziawszy nie jestem wielką fanką blogów :) Jest jednak kilka, które naprawdę cenię i wchodzę na nie regularnie.




1. Mamagerka, dawniej Ugotowani.tv




Założycielkę bloga, Angelikę, poznałam parę lat temu na spotkaniu łódzkich blogujących mam, organizowanym przez Port Łódź. Od tego czasu regularnie czytam jej bloga, który w międzyczasie zmienił się z bloga czysto kulinarnego w lifestylowego a także wzięłam dwa lata temu udział w organizowanych przez Angelikę warsztatach kulinarnych w Studio Kulinarnym Baccaro. Najbardziej lubię wpisy z cyklu "Podróże", ponieważ są tam podane bardzo konkretne porady, namiary na kwatery, polecane restauracje etc. Po wpisie o Resorcie Nowa Wieś postanowiliśmy spędzić tam weekend i zjeść pizzę w polecanym przez autorkę bełchatowskim Fenixie :) Na mojej liście jest jeszcze kilka rekomendowanych przez Angelikę miejsc, np. Ogrody Zmysłów w Poddębicach, Centrum Sportowo Rekreacyjne Zbyszko (o którym oczywiście wielkokrotnie słyszałam ale nadal nie dotarłam), czy niezwykły ogród zoologiczny w okolicy Ustronia. Mimo, że nie jestem wielką fanką górskich wędrówek, to po wpisach na blogu Ani, chętnie wybrałabym się z Hanią w Tatry.




Spośród wielu przepisów, które pojawiły się na blogu, mam kilku faworytów, którzy na stałe zagościli w mojej kuchni, m.in. kurczak faszerowany szpinakiem zapiekany w szynce czy brownie z czerwonej fasoli. Poza tym lubię cykl "śniadanie mistrzów" oraz "co zamiast kanapki do pracy" i w sumie szkoda, że tych wpisów pojawia się na blogu coraz mniej.

czwartek, 25 maja 2017

Co by było, gdyby ...

Gdybym nie miała dziecka, mieszkałabym w jakimś eleganckim lofcie, albo w kamienicy w centrum miasta. Miałabym duże okna, betonowe podłogi i wolnostojącą wannę na mosiężnych nóżkach po środku łazienki. Wybierając miejsce zamieszkania z pewnością nie kierowałabym się bliskością placu zabaw, dobrej szkoły podstawowej i tego, czy można gdzieś schować rowerek i hulajnogę.




Gdybym nie miała dziecka, na wakacje wybrałabym się raczej do Włoch, podążając szlakiem toskańskich winnic albo na Nowego Jorku, żeby poczuć jego artystyczny klimat, a nie do hotelu, nieważne gdzie, byleby z basenem i placem zabaw w środku i na zewnątrz.




Gybym nie miała dziecka, jadłabym na obiad tartę z serem pleśniowym i szparagami a  po pracy chodziła na przegląd kina francuskiego, a nie przygotowywała kolejny raz z rzędu kotlecika z kurczaka z ziemniakami i buraczkiem, spiesząc się na plac zabaw.