poniedziałek, 28 października 2013

Łódź festiwalami stoi

Jak doskonale wiecie, czytając tego bloga, staram się korzystać ze wszystkiego, co oferuje to miasto, także
wydarzeń skierowanych nie tylko dla dzieci, albo tylko przy okazji. Z tego też powodu w poprzedni weekend wybrałyśmy się z Hanią na organizowany przez MTŁ Salon Matki i Dziecka. Salon pojawił się przy okazji targów urody, wystawców było co prawda niewielu, ale za to na plus oceniam po pierwsze to, że był kącik dla dzieci - o atrakcje dla nich oraz opiekę zadbał Edukatorek, a poza tym były ciekawe warsztaty prowadzone przez ekspertów Łódzkich Mam. Wykład dot. uzębienia najmłodszych oraz interaktywne warsztaty plombowania zębów przeprowadziła Dorota Grodecka, ja natomiast poszłam na spotkanie z Izą Ludwiczak - logopedą. Hanią chwilę z ciocią pogadała, ona wydała "werdykt", a ja utwierdziłam się w przekonaniu, że pora pożegnać się z mlekiem z butelki i na stoisku Słonia kupiłam odpowiedni kubeczek, więc ja byłam z wizyty zadowolona.
Poza imprezami targowymi, teraz czekam na Salon Ciekawej Książki, w Łodzi odbył się już kolejny raz z rzędu Design Festiwal, na którym co ciekawe, też można znaleźć coś ciekawego dla dzieci.
Hanut w bawialni
Po pierwsze - bawialnię. Ogromny plus dla organizatorów za samą ideę - rodzicie mogli spokojnie zwiedzać festiwal, a dzieci bawić się pod opieką pań z Koliberka, ale także za "look" bawialni, gdzie poza dość oczywistymi zabawkami z Ikei było też dużo ciekawych książek i "nowatorskich" zabawek, także tych wystawionych na festiwalu. Ale jak to z dziećmi bywa - Hania w nosie miała hocki klocki, czy super układanki Djeco, interesowała ją głównie lalka, kuchenka i tekturowe autko :) Poza pobytem w Bawialni wzięłyśmy z Hanutką udział w warsztatach kulinarnych "Smaki Jesieni", które prowadził Grzegorz Łapanowski w ramach swojego projektu "Szkoła na widelcu".
Bohaterką warsztatów była pani dynia :)
Widać, że kucharz pracuje z dziećmi, bo ma do nich bardzo dobre podejście, a w czasie samych warsztatów czułam się trochę jak uczestnik programu Gordona Ramseya - dzieci podzielono na 3 grupy i każda z nich miała 45 minut na przygotowanie konkretnego dania. Motywem przewodnim była dynia, zgodnie z myślą, żeby jeść sezonowo, a przygotowano placuszki z dynią z sosem i łososiem, zupę krem z dyni oraz surówkę z dyni i przedziwnej marchewki o kolorze .. buraka. Każde dziecko biorące udział w warsztatach dostało fartuszek, swoje miejsce pracy i jakże istotne zadanie, a organizatorzy dbali o to, żeby nikomu nie stała się krzywda :)
Fartuszki Szkoły na Widelcu były niestety do zwrotu :)
Hania jako najmłodszy uczestnik musiała liczyć na moje wsparcie w trakcie kucharzenia, ale frajdę ze zjedzenia (no ba) przygotowanych także przez siebie placuszków miała wielką :)


2 komentarze:

  1. Masz tu mojego Zygmunta na zdjęciu! I mnie :)
    Ewa

    OdpowiedzUsuń